Grudzień 27 2010
Jam niegodny…
Jam twych ran niegodna całować… najpiękniejsza scena w Potopie, zaraz po tych batalistycznych. Natchniona twarz Olbrychskiego/Kmicica vel Babinicza i złamana w swojej
dumie i pewności Oleńka. Znam na pamięć a znów dałem się skusić na telewizyjna powtórkę. Domorosłych psychologów informuję że nie jestem zainteresowany analizą tej fascynacji. Tak, pewnie to jakaś projekcja moich kompleksów, mesjanizmu albo czegoś tam jeszcze. Mam to w dupie. Pierwszy akapit ma być tylko wstępem do tego co chce teraz napisać. Otóż po opublikowaniu wpisu 25 grudnia i wyreklamowaniu go na Facebooku, otrzymałem dużo korespondencji od internautów. I jestem pod wrażeniem dojrzałości przesłanych opinii. Byłem przecież przekonany że nie jest to miejsce gdzie można skutecznie zaprezentować jakiś ważny temat. A tymczasem moja pewność, po raz kolejny, runęła jak domek z kart.
Dziękuje Wam. Jam niegodzien wypowiadać się krytycznie o Waszej wrażliwości. Bo ją macie a skoro tak, to może TO co sobie założyłem, uda się zrealizować. TO niech jeszcze przez chwilę będzie nieodkryte. W nowym roku wyjaśnię co mi chodzi po głowie. Co wzięło się z kołowania po ciasnym spacerniaku we wrocławskim areszcie śledczym. Pięć kroków i skręt w lewo, pięć kroków i w lewo, pięć kroków… I tak przez godzinę dziennie. Jeżeli nie padało za mocno i nie wyciągano nas na spacer o 7.00 rano. Śnieg nie był przeszkodą. Wprost przeciwnie. To była okazja żeby ulepić kulę i posłać ją w stronę kogutkowego. Tak mówi się na strażnika który ma wartę na wieżyczce obserwacyjnej. Dobrze trafiony kogutkowy miał cztery wyjścia. Udawać że nic się nie stało, wypisać kwit karny, odpowiedzieć serią z pistoletu maszynowego albo przyłączyć się do zabawy. Na szczęście chłopaki mają mocne nerwy i raczej nie są premiowani za odstrzelony łeb. W areszcie białołęckim byłem kiedyś uczestnikiem prawdziwej wojny na śnieżki. Kule śmigały z taką zaciętością że trudno było się zorientować czy to jeszcze zabawa czy już walka. Skończyło się kapitulacją gadów i ucieczką do budki. Ale i przewaga liczebna była po naszej stronie. Kilka tysięcy szabel, jak by powiedział pan Wołodyjowski. Największe zgrupowanie osadzonych aresztantów i więźniów w Europie – Białołęka. Pełno tam Kiemliczów co prać „lubieli”, Soroka i Zagłoba jakiś a i niejeden Kmicic za spalone Wołmontowicze i pohańbione sikorki swoje odsiaduje…
Podobne posty:
- Celebryta w więzieniu. George Michael wyszedł z puchy....
- Słowo na niedzielę. „Jest osobą podejrzaną, a dopóki...
- Czy Ja to Ja ? „Byłeś u tych przed którymi...
Październik 17 2010
Tatuażu czar…
O tym jak zrobić w warunkach aresztowo-więziennych maszynkę do tatuażu, napiszę innym razem. Pomysłowość ludzka nie ma granic. Dzisiaj kilka słów o poziomie artystycznym tych
obrazków. DRAMAT ! Jeżeli, nie daj Bóg, traficie do puchy, to nie dajcie się namówić na dziary. Ryzykujecie zdrowiem (żółtaczka), kwitem karnym (system zabrania zmiany znaków szczególnych) i trwałym paskudztwem na całe życie (likwidowanie jest bolesne i drogie). Osiągnięcie efektu zbliżonego choćby do tego co oferują profesjonalne studia tatuażu, jest niemożliwe. No chyba że trafisz na zawodowca, któremu udało się przemycić do celi cały swój ekwipunek. Więzienna dziara to nie piękny obrazek. To komunikat dla współosadzonych, strażników, rodziny i całego świata. Informacja kim jesteś, jaki masz pomysł na życie i co ci w sercu gra. Może się zdarzyć że będzie to taki przekaz jak na załączonym obrazku.
Podobne posty:
- Zmowy bandyckie. Orange jest przestępcą. Pomarańczowy operator...
- Człowiek mielony. W poniedziałek, 11 października w...
- Prasowane słoikiem… Koszula wyprasowana, buty wyczyszczone, krawat...




























