Czerwiec 29 2010
Folwark równych i równiejszych.
Prokurator też człowiek, kiedy go boli głowa to cierpi a jak kogoś boli to się cieszy że to nie jego głowa. Na straży sprawiedliwości stoi dumnie i staje na wysokości zadania. Ale jak jest przy okazji mężczyzną to nadmierne „stawanie” może być przyczyną kłopotów. Praca stresująca, kontakt z bandytami, tarzanie w rynsztokach ludzkich słabości. Nasz bohater swoje napięcie postanowił rozładować, korzystając z wdzięków pięknej oskarżonej. Kobietę przyłapano na kradzieży w centrum handlowym a propozycja była oczywista : seks za umorzenie sprawy (do pracy przyjąć nie mógł). Cwana babeczka ofertę przyjęła i doniosła uprzejmie komu trzeba. Organa ścigania postanowiły uchwycić delikwenta za organa, sposobem kontrolowanego wręczenia „korzyści osobistej” W gabinecie prokuratora Konrada P. zainstalowano kamery i podsłuchy. Ofiara przybyła na umówione spotkanie i … zrobiło się tak gorąco że Konrad musiał pozbyć się odzieży. W upalny dzień – rzecz oczywista. I pewnie tej wersji będzie się trzymał. Dużo bym dał za możliwość uczestniczenia w czynności składania wyjaśnień. Jeszcze więcej za prawo do osobistego przesłuchania pana prokuratora. Doświadczenie mam duże, byłem już oskarżonym, świadkiem, pokrzywdzonym a nawet przez chwilę skazanym. Techniki zadawania sugerujących pytań mam opanowane. Uczyli mnie najlepsi. Sam zastępca szefa CBA. Ale w tym przypadku wyrafinowane umiejętności śledcze nie będą potrzebna. W sądzie wszyscy zobaczą i usłyszą wyczyny testosteronowego zucha. Grozi mu wyrok do 10 lat. To w końcu urzędnik państwowy.
Po co o tym piszę ? Dla satysfakcji że po jasnej stronie mocy też gości występek ? NIE ! Dla tej oto pointy. Samczyka w czarnej todze z czerwoną lamówką spotkały następujące przykrości:
- został zawieszony w czynnościach służbowych,
- sąd o połowę obniżył uposażenie obwinionego – do czasu prawomocnego zakończenia sprawy,
- po ewentualnym wyroku skazującym Konrad P. mógłby zostać nawet usunięty z prokuratury o czym zdecydowałby sąd dyscyplinarny.
Połowa prokuratorskiej pensji za utrwaloną na filmie próbę wymuszenia seksu. To niesprawiedliwe. Mogą kochasia „nawet” usunąć z prokuratury ! To oburzające. I za co te szykany ? Za to że zmiany klimatyczne skutkują upalnymi dniami ? Że się chłopina spodni pozbył a do konsumpcji nawet nie doszło ? A teraz poważnie. Ty mały żuczek i ja mały żuczek, dostalibyśmy na starcie trzymiesięczne sankcje aresztowe. Za te same zarzuty. Z obawy o utrudnianie śledztwa, matactwo, nakłanianie świadków do fałszywych zeznań, możliwość ucieczki i zagrożenie wysoką karą. Pamiętacie ten fragment manifestu z „Folwarku zwierzęcego” : WSZYSTKIE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNE, ALE NIEKTÓRE ZWIERZĘTA SĄ RÓWNIEJSZE OD INNYCH. Mój przyjaciel powiedziałby – bydlaki ! A ja mówię – pijcie brom. Zmniejsza popęd.
Podobne posty:
- Sprzedany za drobne Ponoć prawdziwe przyjaźnie zawiera się...
- Tuczapski kontratakuje albo wielki SKOK. Imperium raz zaatakowane – kontratakuje...
- Agent(ka) w moim łóżku ! Twoje i moje poglądy polityczne,...
Czerwiec 27 2010
Słowo na niedzielę.
„Jest osobą podejrzaną, a dopóki jest w stanie podejrzenia, nie ma takiej potrzeby, żebyśmy go odwoływali z tego stanowiska.” Mądre słowa biskupa Budzika, Sekretarza Episkopatu Polski, poproszonego o skomentowanie prokuratorskich zarzutów wobec członka
Komisji Majątkowej. Bo zarzuty to nie powód do traktowania człowieka jak przestępcy. Zarzuty mogą się potwierdzić albo nie. Śledztwo przyniesie efekty w postaci procesu albo zostanie umorzone. W postępowaniu procesowym oskarżony dostanie wyrok albo zostanie uniewinniony. Apelacja zarzuty utrzyma albo nie.. itd. Krzysztof W. na razie ma zarzut poświadczenia nieprawdy w dokumentach Komisji. Grozi mu do pięciu lat więzienia. W Polsce za coś takiego trafia się do aresztu. Traci się pracę i dostaje stygmat. Sąsiedzi patrzą krzywo, znajomi unikają. Strach każe traktować podejrzanego jak chorego na trąd. Krzysztof ma szczęście że trafił na ludzi którzy się nie boją powiedzieć : tak znamy tego człowieka i darzymy go zaufaniem. Coś zupełnie oczywistego, w tym kraju stało się szczytem heroizmu. Biedny kraj. Zestrachany naród. Mądry biskup. Amen.
Podobne posty:
- Agent(ka) w moim łóżku ! Twoje i moje poglądy polityczne,...
- Tuczapski kontratakuje albo wielki SKOK. Imperium raz zaatakowane – kontratakuje...
- Dura lex sed lex Musiałem ochłonąć kilka godzin żeby...
Czerwiec 26 2010
Chłosta czy więzienie ?
Pięć miesięcy więzienia i trzy uderzenia rattanowym kijem – to wyrok dla Szwajcara który przyznał się do namalowania w połowie maja graffiti na dwóch wagonach pociągu
podmiejskiego w Singapurze. Kara drakońska ale prawo wyraźnie określa co jest przestępstwem i czego należy się spodziewać za jego łamanie. Nielegalne jest tam nawet żucie gumy. Sprzedawać też jej nie wolno. Tak samo jak tworzyć wirusów komputerowych, żebrać i palić papierosów w miejscu publicznym. W środkach komunikacji miejskiej obowiązuje bezwzględny zakaz jedzenia i picia.. Wysokie mandaty płaci się za śmiecenie, przewożenie w metrze owocu duriana (strasznie śmierdzi) a za przemyt narkotyków i posiadanie grozi kara śmierci.
Ale zostańmy przy chłoście. Ponoć najbardziej zatwardziali przestępcy drżą przed rattanowym, namoczonym w wodzie prętem. Już po drugim uderzeniu mdleje się z bólu. Cywilizowany świat protestuje. A bo to godzi się stosować kary cielesne ? Polityczna poprawność wygrywa w starciu z elementarną logiką. Bo co lepsze, więzienie za drobne przewinienia, utrzymywanie armii „bandytków” za podatki czy kilka batów na goły tyłek. Każdy kto otarł się o temat aresztów i więzień wie że o wiele mniej humanitarne jest zamykanie ludzi w klatkach za błahe wykroczenia czy tylko podejrzenia. Zamiast resocjalizacji państwo funduje ci przyspieszony kurs bandyckiej edukacji w towarzystwie wykwalifikowanych przestępców. Oczywiście system singapurski powinien dotyczyć niewielkich naruszeń prawa. I korzystać z innych azjatyckich doświadczeń, bo nic tak nie boli(oprócz tyłka wychłostanego) jak kara finansowa i publiczny wstyd. Na przykład, śmiecący na ulicy recydywista jest tam karany olbrzymim mandatem a dodatkowo, musi pozamiatać jedną z ulic. Relacja zaś z tego wydarzenia jest emitowana w lokalnej telewizji. Już widzę ten kanał telewizyjny w którym będziemy oglądać naszych sąsiadów bo po piesku nie sprzątają, krewkich kierowców chętnie prostujących środkowy palec czy polityków co to najpierw obrażą a potem pomyślą. Amatorów takiej sławy w Rzeczy Pospolitej nie zabraknie.
Podobne posty:
- Mechaniczne mózgopranie. Skazano winnych w aferze FOZZ....
- Syty jak kot… … zbierałem cały dzień gratulacje....
- Przejechany adwokat Okrutny żarcik pojawił się w...
Czerwiec 24 2010
Do(wy)rwać chwasty
Pobito Konrada Imielę, znanego wrocławskiego aktora , dyrektora Teatru Muzycznego Capitol. Banda sukinsynów, atakujących w stadzie, wyskoczyła z bramy i zmasakrowała Imielę i towarzyszącego mu kolegę. Skradziono portfele, klucze, zegarki i telefony komórkowe. Takie straty można przeboleć ale okaleczanie twarzy facetowi, który żyje z pokazywania się na scenie to wyjątkowe draństwo. Siedziałem w areszcie z różnymi ludźmi i bydlakami. Był i taki co potrafił strzelić w twarz studenta, za 4 złote. Ale z otwartej ręki. Chciał pieniędzy a nie rujnować zdrowie. Dostał za to trzy lata do odsiadki. I słusznie. Takie chwasty trzeba wyrywać na jakiś czas. Tych którzy oprócz fantów zabrali Konradowi miesiące życia, też trzeba dorwać. I wyrwać z obiegu na kilka lat.
I jeszcze jedno. FAKT podał że Konrad „wpadł w ręce oprychów z tak zwanego „trójkąta bermudzkiego”. Tak mówi się potocznie o zbiegu kilku ulic we Wrocławiu. Tworzą one właśnie trójkąt. A bermudzki dlatego że w czasach mojego dzieciństwa i młodości, była to okolica w której ludzie przepadali bez wieści, policjanci chadzali rzadko i zawsze parami a w bramach wystawali chętni do bitki młodzieńcy. Wychowałem się w tym miejscu. Mam tu kolegów. I wiem że nikt z „naszych” tego nie zrobił. Bo tu obowiązuje bandycki honor, można kraść ale nie katować. A przynajmniej tak kiedyś było. FAKT dwa zdania później dodaje że miejsce napadu było „pod „trzonolinowcem” na ul. Kościuszki, czyli kilkadziesiąt metrów od siedziby Capitolu.” Może byście chociaż sprawdzili, do cholery, że to już nie jest trójkąt !.
Ziomusie z prawdziwego „trójkąta”. Proszę Was ja aresztant i chłopak z „trójkąta bermudzkiego”. Pomóżcie psom namierzyć te hieny. Ten jeden raz.
Podobne posty:
- Przepraszam czy tu biją ? Moim zdaniem w niedzielę wygra…...
- Mój i Twój rachunek sumienia Parafrazując Hitchcocka – pierwszy wpis...
- Prof. Staniszkis grypsuje !!! Anachronicznym frajerem nazwała Janusza Palikota,...
Czerwiec 23 2010
Za ile się sprzedasz ?
Mamy we krwi umiejętność tworzenia nowych form działalności przestępczej. My ludzie albo raczej my Polacy. Interia donosi że na serwisach aukcyjnych, nasi obywatele wystawiają na
sprzedaż swoje głosy wyborcze. Cena od złotówki do 15 tysięcy złotych. Głos za zeta opłaca się kupić a może i za dziesięć byłoby ok. Przeliczając kasę jaką wydali kandydaci na kampanię wyszło że, Pawlak „kupił” sobie elektorat za 11 zł od łba, Napieralski wydał 1,43 zł , Olechowski – 8,20 a Lepper zapłacił 4 grosze za każdego swojego sympatyka.
Teraz sztaby dwóch pretendentów muszą zrobić biznes plany, oszacować czy trzeba ściągnąć z rynku głosy za pieniądze i ile można wydać. A potem kupować. Internauci- sprzedawcy podają nawet technikę transakcji : Kupujący musi przesłać maila, w którym napisze imię i nazwisko swojego kandydata. Podczas wyborów sprzedawca uda się do lokalu wyborczego, aby zagłosować i jako potwierdzenie wyśle zdjęcie lub nagranie video.
Uczciwie i … kryminalnie. Bo zdaniem prawnika, głosowania w określony sposób na kandydata wskazanego przez inną osobę oraz przyjmowanie za taką czynność korzyści majątkowej, są przestępstwem. Mają one charakter tzw. przestępstwa korupcji biernej (sprzedajność wyborcza), czyli oferowania głosowania w określony sposób, oraz przestępstwa korupcji czynnej (przekupstwo wyborcze), czyli oferowania korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za podjęcie takiego działania.
Wyroczki grożą słone ale jak kto niekarany to może na zawias liczyć. A kilka tysięcy piechotą nie chodzi. Ja nie namawiam, gdzie tam, nie chcę mieć stu zrzutów o nakłanianie i współudział. Ale pytam. Na ile wyceniłbyś swój głos ? I czy czułbyś się jak świnia z k(l)asą ?
Podobne posty:
- Przepraszam czy tu biją ? Moim zdaniem w niedzielę wygra…...
- Agent(ka) w moim łóżku ! Twoje i moje poglądy polityczne,...
- Czas Szeryfów i przestrzelonych d…p Wybory prezydenckie zdominowały media. Zaczęła...
Czerwiec 21 2010
Komor Girl contra Kaczor Girl
Koniec ciszy wyborczej ! Łamałem ją skutecznie, agitując znajomych i rodzinę, przez telefon. Żeby głosowali, bo jak nie to wyłączę się z wszelkich, przyszłych dyskusji politycznych. Mam więc swój ułamek promila we frekwencji ! A przed nami kolejne dni grillowania wyborczej kiełbasy. Jedyna nadzieja w inwencji twórczej sztabów hipernudnych kandydatów. Może nas czymś zaskoczą. Może będzie chociaż śmiesznie. Może któryś skorzysta z doświadczeń amerykańskich i na przykład powoła do życia „super girl” . Jankeska „Obama Girl” z dużym… potencjałem, u nas pewnie chciałaby błyszczeć (błyskać) super intelektem, przywiązaniem do tradycji i znajomością problemów gospodarczych kraju. A niech tam, lepsze to od wąsów Komorowskiego i grymasu Kaczyńskiego. A gdyby tak pojedynek między „Komor Girl” a „Kaczor Girl” ?
Podobne posty:
- Czas Szeryfów i przestrzelonych d…p Wybory prezydenckie zdominowały media. Zaczęła...
- Apelacja i IV RP Wczoraj, pierwsza w moim życiu...
- Przejechany adwokat Okrutny żarcik pojawił się w...
Czerwiec 18 2010
Przepraszam czy tu biją ?
Moim zdaniem w niedzielę wygra… druga tura wyborów. Kto się w niej znajdzie, to nie podlega dyskusji. Media zdecydowały. Dajemy się „robić” sondażom i polityce „nie marnowania głosów”. A do tego jeszcze
ta pięknie polska tradycja, głosowania nie ZA a PRZECIW. I tak powinno się czytać niedzielne wyniki. W wymiarze i skali, dezaprobaty dla tego drugiego. Ale jak to w plebiscycie popularności, ważna jest nie tylko pierwsza czy druga pozycja. Każdy polityczny zwierz musi przecież na bazie osiągniętego wyniku, określić swoje miejsce na politycznym wybiegu. Słabe notowania trzeba wytłumaczyć a dobrą lokatę przekuć na sukces. Nie szanuję sondaży bo jako dziennikarz, wiem, jak można manipulować opinią społeczną. I widzę że to się robi. Piąta władza. A na pytanie na kogo … ? Odpowiadam śmiało i wbrew uśmieszkom. Tak na Leppera. Wiem że nie będzie pierwszy. Ale dobry wynik mu się należy. Za jego wizję Polski sprawiedliwej, za to jakim jest człowiekiem i w jaki sposób go niszczono. Dobre miejsce w peletonie prezydenckim to byłaby jakaś rekompensata i jednocześnie żółta kartka dla państwa opresyjnego w pisowskim wydaniu. Lepper to wojownik, tego nikt mu nie odmówi. I w politycznym ringu nie pyta : przepraszam czy tu biją ?
Podobne posty:
- Syty jak kot… … zbierałem cały dzień gratulacje....
- Szef CBA Mariusz Kamiński miał rację !!! Nazwałem go kłamcą zeznając przed...
- Nokaut. Nokaut. Nokaut. Nie mogę być do końca...
Czerwiec 17 2010
Agent(ka) w moim łóżku !
Twoje i moje poglądy polityczne, preferencje seksualne a nawet choroby nie są już nasze ! CBA dostaje nowe uprawnienia. Biuro ma teraz prawo zbierać dane o obywatelach we wspomnianych obszarach. Będzie też mogło ścigać wszystkich i wszystkie rodzaje przestępstw. Wstydliwa choroba to jeszcze nie podstawa do zarzutu ale wiedza o naszych słabościach to coś co można wykorzystać. Informując na przykład zatrzymanego że ukrywany fakt medyczny z jego życia, zostanie zdradzony bliskim albo wręcz upubliczniony. A wyobraźmy sobie taką sytuację, że zatrzymany cierpi na arachnofobię (lęk przed pająkami) albo lepiej na ailurofobię, czyli strach przed kotami. A tu śledczy pokazuje mu pająka albo zaprasza do pokoju gościa z kotem Alikiem na ręku…
Lęk, panika. Zdarza się, że lęk fobiczny współistnieje z epizodami depresji, może wywołać stan przedzawałowy, ustanie bicia serca, drętwienie kończyn, znaczny spadek lub wzrost ciśnienia, bezdech, duszności, zaburzenia spostrzegania i mowy, ucisk na klatkę piersiową, głowę, nos lub brzuch. Może prowadzić do omdleń oraz arytmii serca. I wcale nie trzeba straszyć wyrokiem, odbezpieczoną bronią czy dłuuugim aresztem. Zeznajesz na papier jak na pokazowym przesłuchaniu. Ja sobie nie życzę żeby byle kto i bez powodu czytał moją historię choroby. Żeby zaglądał mi pod kołdrę, sprawdzając z kim i w jakiej pozycji. I żeby wiedział na kogo głosowałem w wyborach prezydenckich. Ja sobie nie życzę ! I nie piszę tego bo mam CBAfobię, chociaż przyznaję że mam. Ważne że podobnie myślą eksperci, ludzie którzy takie rozszerzenie kompetencji nazywają po imieniu – państwo totalitarne.
A to fragment z Dziennika. Gazety Prawnej : „Dziennik dotarł do projektu zmian ustawy o CBA.
Podobne posty:
- Przejechany adwokat Okrutny żarcik pojawił się w...
- Mechaniczne mózgopranie. Skazano winnych w aferze FOZZ....
- Czy Ja to Ja ? „Byłeś u tych przed którymi...
Czerwiec 15 2010
Tuczapski kontratakuje albo wielki SKOK.
Imperium raz zaatakowane – kontratakuje zawsze. Tekst z Asterixa, mój ulubiony. Niby zabawny, starwarsowy ale ile w nim mocy. Jasnej oczywiście, prawej i sprawiedliwej. Do
rzeczy. We wczorajszej Angorze, na stronie 32, ukazał się artykuł „Tajny SKOK służb”. Opisuje pewien układ bankowo-wywiadowczy, który bronił się skutecznie przed dekonspiracją, usadzając radcę prawnego Tomasza Tuczapskiego, na kilka miesięcy w areszcie śledczym. Radcę prawnego ! Zarzut wyłudzenia wystarczył żeby wyeliminować Tomka z obiegu na jakiś czas. Do czasu. Bo Tuczapski kontratakuje. Wierny temu co obiecał w areszcie, nagłaśnia sprawę i walczy o swoje dobre nazwisko. A zepsuto mu je tak skutecznie, że redaktor Kokot z wrocławskiej Gazety Wyborczej nie chciał nawet kiwnąć palcem w ciekawej sprawie, którą firmował Tomasz już po opuszczeniu aresztu. Błąd panie redaktorze. Brak dziennikarskiego wyczucia. Materiał w Angorze jest mocny, są tu fakty, dokumenty i nazwiska. Mnie najbardziej interesuje nazwisko i los prokuratora który wydał nakaz zatrzymania człowieka a potem uzyskał zgodę na aresztowanie. Czytaj: wydobywanie zeznań. Do zawodowców z ABW nic nie mam. Jeżeli rzeczywiście SKOK finansował ich fundusz operacyjny to mieli prawo a wręcz obowiązek chronić swoje źródełko. Nawet kosztem jakiegoś upierdliwego radcy. Ale prokurator Mielczarek to już inna historia. On nie musiał, on chciał. Chciał tak bardzo że aż zucha musieli zwierzchnicy odsunąć z uwagi na „wielość dokonanych naruszeń praw procesowych podejrzanego i praw człowieka”. Ładny cytat ? A ja pytam, jakie konsekwencje pan za to poniesie panie prokuratorze ? Czy szef schowa pana do lodówki na kilka latek, schłodzi gorące czoło przed następnym awansem ? Trafił pan na gościa który znał lepiej kodeks karny. Który potrafił walczyć waszą bronią, pisząc dziennie kilka pism do wszystkich świętych. Każdą skargę faszerował paragrafami i zarzutami. Miał wsparcie na zewnątrz od najbliższych i przyjaciół. Ten gość nie dołował i nie zamulał pod celą. Czytał książki, „zbroił się” i … uprawiał wspinaczkę na stalowej ościeżnicy, zamkniętych drzwi. Łaził jak pająk czekając na swój SKOK. Ja to…
Podobne posty:
- lanie wody w sądzie Temat na czasie trafiłem bo...
- Sprzedany za drobne Ponoć prawdziwe przyjaźnie zawiera się...
- Rytualne gwałty- fakty i mity Jak tam jest ? Pytali...
Czerwiec 13 2010
Mechaniczne mózgopranie.
Skazano winnych w aferze FOZZ. Wyroki wysokie, jak za najcięższe zbrodnie, chociaż przestępstwo było gospodarcze. Ale ja nie o tym. O resocjalizacji trzy słowa. Otóż główny
oskarżony Żemek, przebywając w więzieniu, podjął pracę a za zarobione pieniądze spłacił grzywnę. W ramach poprawy, uczy języków obcych, pisze wiersze i maluje. Czy się zmienił nie wiem, zakład karny wystawił mu wzorową opinię. A co na to prokurator ? Jego zdaniem to „kunktatorstwo, obliczone na otrzymywanie przepustek, częstszych widzeń i paczek.” Żemek siedzi już siedem lat i tak cwanie sobie kombinuje zamiast olewać wszystko i wszystkich. Lepiej żeby należał do subkultury więziennej, kosował współwięźniów, robił sobie tatuaże i wszczynał burdy ze strażnikami. Wtedy byłby sobą. A może pan prokurator ma pomysł na mózgopranie jak w „Mechanicznej pomarańczy” ?
Podobne posty:
- lanie wody w sądzie Temat na czasie trafiłem bo...
- Mój i Twój rachunek sumienia Parafrazując Hitchcocka – pierwszy wpis...
- Rytualne gwałty- fakty i mity Jak tam jest ? Pytali...
Czerwiec 11 2010
Prof. Staniszkis grypsuje !!!
Anachronicznym frajerem nazwała Janusza Palikota, profesor Jadwiga Staniszkis. Ekscesów zadymiarza z Lublina nie oceniam ale język pani profesor tak. Lady Czerwone Usteczka może
sobie pozwolić na lingwistyczną brzydotę bo któż by śmiał ją podejrzewać o knajactwo. A więc ( wiem że tak się nie rozpoczyna zdania ), a więc ogłaszam że słówko to wchodzi na salony. Wprowadzone z akademickim zadęciem pisowskiej Lady.
Mnie ono nie kłuje w ucho, bo frajerem byłem w czasie całego pobytu w areszcie. Z wyboru, dodam dla jasności. Do grypsujących mnie nie ciągnęło, chociaż kilka propozycji przejścia do obozu „ludzi” dostałem. Miałem zresztą i mam nadal kolegów- szamaków, którym moje dobrowolne frajerstwo nie przeszkadzało. Z jednym widzę się niemal co tydzień. Możemy sobie wreszcie podać ręce na powitanie. TAM, więzienno-aresztowa etykieta tego zabrania.
Ale Czerwone Usteczka nie dopowiedziały nam niedouczonym że synonimem dla frajera jest : jeleń, nieudacznik, ofiara i naiwniak. Palikota – biznesmena i posła w tym towarzystwie nie widzę. Antonimem zaś dla frajera jest cwaniaczek. Czy w kręgu politycznych sympatii Czerwonych Usteczek są jakieś cwaniaczki- PISiaczki.
A dlaczego Staniszkis zaczęła grypsować i dzielić obywateli na frajerów i ludzi? Znalazłem
Podobne posty:
- Dura lex sed lex Musiałem ochłonąć kilka godzin żeby...
- Sprzedany za drobne Ponoć prawdziwe przyjaźnie zawiera się...
- Apelacja i IV RP Wczoraj, pierwsza w moim życiu...
Czerwiec 09 2010
Nokaut. Nokaut. Nokaut.
Nie mogę być do końca szczery. Nikt nie jest. Ale rozpoczynając przygodę z blogowaniem, obiecałem sobie że będę pisał też o tym co mnie dusi prywatnie. Nie wprost i nie do końca, ale
na tyle blisko aby ludzie którzy mnie otaczają, widzieli że to prawdziwy ja. W ubiegły poniedziałek ukazał się w Angorze wywiad ze mną i to właśnie zdjęcie. Napompowany korzystną decyzją sądu apelacyjnego w sprawie afery gruntowej, powiedziałem że boksuję się z wieloma przeciwnikami. To prawda. Ale nie cała. Muszę uzupełnić tę wypowiedź. Mój ranking walk to głównie porażki. Odbieram je jako wielkie i ciekawe widowiska. Ale przegrane. Zawodowo osiągnąłem szczyty. Dla dziennikarza, praca w telewizyjnej Jedynce to przecież gala bokserska w Madison Square Garden i walka wieczoru. Rzuciłem ręcznik, poddałem walkę. Biznes. Liczony przed czasem. Świat wielkiej polityki. Nokaut. W życiu prywatnym. Nokaut. Rzucam ręcznik.
W pewnych obszarach chcę jeszcze powalczyć chociaż boli mnie twarz. I mam świadomość że to już nie walki o pas mistrzowski ale bijatyki w w cyrkowym namiocie.
Oto cała prawda. No prawie cała.
Jest jej na tyle dużo żeby powstrzymać się od głupich komentarzy, patrząc na lanie które zbierał Andrzej Gołota. I drugi Andrzej też. Dalibyście radę tyle razy wstać ?
Cały wywiad z Angory do przeczytania po kliknięciu CZYTAJ DALEJ.
Podobne posty:
- WYROK UCHYLONY !!! NIEKARANY. O godzinie 15.00 Sąd...
- Bez łaski Prezydenta !!! Wyrok prawomocny ! – taki...
- Szef CBA Mariusz Kamiński miał rację !!! Nazwałem go kłamcą zeznając przed...
Czerwiec 07 2010
Sprzedany za drobne
Ponoć prawdziwe przyjaźnie zawiera się w szkole podstawowej, wszystko co potem to już tylko układy. Bzdura. Albo jestem wyjątkiem który potwierdza tę regułę. Mam w swoim telefonie numery do ludzi na których mogę zawsze liczyć. Przetestowanych. Nawet w areszcie znalazłem przyjaciół. Sprawdzają się w trudnych momentach i zasługują na to żeby im poświęcić nie jeden a kilka wpisów. I kiedyś to zrobię . Ale jeszcze nie teraz, bo dzisiaj myślę o tym który mnie zawiódł, zamienił na parę złotych. Żeby chociaż za milion, najlepiej euro to miałbym z tego faktu jakieś potwierdzenie własnej wartości. Być dobrze, wysoko sprzedanym to przynajmniej wyraz szacunku. A tak za paczkę fajek to wstyd dla sprzedawczyka i dla mnie też. A jeżeli ja się tak zdewaluowałem ? Lecę na łeb jak waluta afrykańskiego kraju, targanego konfliktem zbrojnym ? Proszę powiedzcie że tak nie jest ! A poważnie. Boli rozczarowanie że „ludzie których łączy piekło aresztu” to tylko filmowy mit. Żadnych zasad.
Pod celą reguły są proste, nie ruszaj tego co nie twoje. Szafka kolegi, jego torba, pudło z jedzeniem wyznacza strefę prywatności. Jeżeli masz na coś ochotę, chcesz dostać albo pożyczyć to poproś. A najlepiej poczekaj aż zostaniesz poczęstowany, poinformowany że
możesz korzystać. Kto łamie te reguły sam się wyklucza i w najlepszym razie zmuszony jest wybić klapę i prosić o przeniesienie. W najgorszym, sprawiedliwość wymierzana jest na miejscu. Mocno i skutecznie. Pięścią, butem albo taboretem. Złodziej pod celą to wróg. A raz zepsuta opinia wędruje za człowiekiem po wszystkich celach i oddziałach. To najszybsza poczta świata. Byłem świadkiem awantur o zaginionego snickersa a nawet o ubywającą z tubki pastę do zębów. Bo na małej powierzchni trudno ukryć błyszczący papierek. Drobne sprawy ale w warunkach aresztowych mierzone inną skalą. Dzisiaj śmieszą mnie te koperkowe aferki. Ale szarpie żal że młody, inteligentny o urodzie chińskiego grzywacza, manierach paniczyka i kondycji „francuskiego pieska” okazał się zwykłą świnią.
A może boli tylko ta niska cena za moją głowę ?
Podobne posty:
- Rytualne gwałty- fakty i mity Jak tam jest ? Pytali...
- WYROK UCHYLONY !!! NIEKARANY. O godzinie 15.00 Sąd...
- Wojny Klonów Skoro można porównać ceny wybranego...
Czerwiec 06 2010
Do Ludzi Wolnych
Dzwonek, pobudka, dzwonek, apel, śniadanie, spacer, obiad, kolacja, dzwonek, apel…..
Tak to w skrócie wygląda. Dzień świstaka – pamiętacie ten film ? Gram w nim główna rolę.
Jest jeszcze świetlica, ale o nią trzeba powalczyć i zasłużyć. Dużo zależy od oddziałowego. Są tacy, którym się nie chce i świetlicy nie „robią” – bo im się nie chce. Są tacy, co dają się uprosić, ale i są regulaminowi tzn. że, jeśli Ci się należy to idziesz, a jeśli się w tym dniu nie
należy to na pewno nie pójdziesz. Potocznie na oddziałowego mówi się : gad, wódz, dowódca. Gdy zwracamy się do oddziałowego nie mówimy do niego : gadzie bo to by było przegięcie i z przykrymi konsekwencjami. GAD jest po torbie – tzn. że jest życzliwy i „ludzki”, cokolwiek to znaczy za murami. Podczas pobytu z pewnością trafisz na kipisz – jest to robienie totalnego bałaganu w celi – czasami baaaardzo dużego – pod pretekstem szukania rzeczy zabronionych !!!!. Kipisz wymaga skupienia.. Przechodzimy wtedy do innej celi lub na świetlicę – wracamy a tam…… no wszystko do góry nogami. Jeśli cela jest podpadnięta to oddziałowy w kipisz wkłada dużo inwencji twórczej. W łóżku pilot, wszystko powyciągane lub porozrzucane po celi. Raz mieliśmy taki Meksyk, że jedzenie i wszystkie rzeczy osobiste były wymieszane- TOTALNY CHAOS. Oczywiście oddziałowy ma ubaw po pachy. Niby mała cela, ale bajzel olbrzymi ! Ot tak dla zabawy. Jak oddziałowy jest w miarę ok. to nie robi dużego kipiszu. W roku są co najmniej dwa bardzo duże tzw. świąteczne – przed Bożym Narodzeniem i Świętami Wielkiej Nocy. No wtedy to się dzieją dziwne rzeczy…. Z celi wylatują, zdaniem ochrony, rzeczy niepotrzebne lub nielegalne (he he he). Brzmi to śmiesznie – rzeczy nielegalne w wiezieniu ? Kwestia interpretacji. Kto to wymyślił i po co – nie wiem, może żeby pokazać kto rządzi i upadlać nas. To też metoda, tylko że takie zachowanie obnaża ludzką słabość i nie buduje szacunku do wymiaru sprawiedliwości. To jest moje zdanie. System w tej formie wg mnie nie utrzyma się długo – ale mogę się mylić – prowizorki trzymają się najdłużej.
Wiele rzeczy, które uważamy za niezbędne do życia, w więzieniu są nieosiągalne. Po pewnym czasie człowiek tęskni za tym czego nie doceniał na wolności – szklane talerze, metalowe sztućce, pościel – to rzeczy niedostępne za murem. No prawie niedostępne.
Ja długi czas przebywałem w warunkach śledczych. Jednak nadeszła chwila że trzeba było powrócić do puszki – ale już jako „karny”. Były duże oczekiwania. Początek karnej „przygody”
rozpocząłem na słynnej Rakowieckiej. Smutne miejsce, ale najbardziej przygnębiająco działała na mnie Białołęka ( wrrrr), na „dzień dobry” pretensje o długie włosy…. nakaz ścięcia – straszenie… Jako że mam już trochę wiosenek na garbie to nie dałem się zastraszyć. Podchodów było wiele, czepianie się, groźby karalne. Po wielu akcjach skróciłem pióra o jakieś 5 cm – dla zdrowotności, bo raz na jakiś czas trzeba podciąć końcówki – okazało się za mało. Jeden oddziałowy zawziął się na mnie i postawił ultimatum- albo ścinasz włosy albo przenoszę cię na inną celę. No i wylądowałem w baardzo słabym miejscu. A byłem do tego czasu w fajnym składzie. Co ciekawe, wychowawca nie zareagował wcale na takie praktyki oddziałowego, do dziś nie wiem o co chodziło .
Jakiś czas później zaopatrzyłem się w „PISMO ŚWIĘTE” skazanego – czyli kodeks karny wykonawczy zwany KKW. W wyżej wymienionym, w art. 116a pkt 4 stoi jak byk że: „skazanemu nie wolno zmieniać wyglądu zewnętrznego w sposób utrudniający identyfikację, w szczególności poprzez zgolenie lub zapuszczenie przez skazanego włosów, brody lub wąsów albo zmianę ich koloru, chyba ze uzyska na to zgodę dyrektora jednostki penitencjarnej” . Nieźle co ?. Dlaczego pracownicy Służby Więziennej nie przestrzegają KKW ?. Wielu z nich traktuje więzienie jak swój prywatny folwark – oddziałowy na prostej równy wojewodzie. Paranoja. Skąd się to bierze – czy wszyscy muszą być ścięci na zapałkę? Art. 4 par.2 KKW mówi że skazany zachowuje prawa i wolności obywatelskie”. Wiec mam prawo do decydowania o swoim wyglądzie, mam być czysty ( czytaj nie śmierdzieć ) a no i o perfumach można zapomnieć.
Jedziemy dalej….
Art. 101 KKW jasno określa, że po osadzeniu w Z.K. należy bezzwłocznie poinformować skazanego o przysługujących mu prawach i ciążących na nim obowiązkach, a zwłaszcza umożliwić mu zapoznanie się z przepisami niniejszego kodeksu…..
Oczywiście nikt tego nie robi – bo więzień ma być zastraszony, tępy i ślepo ufać wychowawcy i oddziałowemu.
Dlatego rodzina dostarczyła mi aktualny KKW i oddaję się lekturze. Wynotowałem to co jest mi potrzebne i walczę.
Czerwiec 06 2010
Przestraszyć i złamać.
Otwiera się klapa i dowódca wprowadza na celę kolejnego osadzonego. W polskich aresztach każde miejsce jest na wagę złota.
Szok, znam tego człowieka, widywałem go już na spacerniaku. Opinia na jego temat oraz plotki były straszne. Teraz wszedł i powiedział że on tu teraz będzie i on rządzi. Białko
(dokumenty z paragrafem) pokazał zaraz po tym jak klapa się zatrzasnęła i zostaliśmy we dwóch. Samo czytanie przyprawiało o gęsią skórkę. Dwa morderstwa. Spojrzał na mnie , wyburczał swoje imię i zaczął rozkładać rzeczy. Niezły kontrast, osobnik z takimi zarzutami a poza tym nie wypierający się tego co mu zarzucono i ja z zarzutami gospodarczymi. Nie jestem ułomkiem ale był większy, silniejszy i młodszy a czas w życiu dzielił między podjazdy (ćwiczenia), szamkę (jedzenie) i chodzenie na ostro lub krótko (często na wesoło) na kącik.
Świat oraz horyzonty myślowe całkowicie odmienne, jednak moja zdolność do szybkiej adaptacji oraz do zaznajamiania się i zdobywania przychylności pozwoliły mi zamienić kilka zdań z osobnikiem który gardził takimi jak ja, bo gospodarczy to zwykły frajer. Powolutku, krok po kroku dowiedziałem się skąd przyjechał i gdzie był. A był tam gdzie inni nawet w złych snach nie chcą być, kilka miesięcy na ciężkim, zamkniętym oddziale psychiatrycznym na Monte w Krakowie. I został zakwalifikowany jako schiz do leczenia bo to nie może być normą że ktoś ma dwie głowy na koncie. Przy okazji dowiedziałem się że bierze silne zamuły ( leki psychotropowe) i jak bym chciał odlecieć to mi da bo ich nie połyka i zawsze mu zostają. Nie chciałem.
Niezrównoważony psychicznie facet z którym muszę żyć 24 godziny na dobę na 6m2. Byłem wstrząśnięty tą zaplanowaną akcją żebym po prostu pękł i poprosił z płaczem o
możliwość współpracy z prokuratorem. Ale szybko zaczynam myśleć i kalkulować że łatwiejszym przeciwnikiem może być podwójny zabójca niż wredny prorok. Znam zasady manipulacji i wywierania wpływu oraz negocjacji to może dam radę. Rozmowa o tym skąd jest, może mamy wspólnych znajomych. BINGO ! znamy takich którzy dla niego są autorytetami (półświatek przestępczy) i co ważniejsze oni mają o mnie dobre zdanie. To moja runda i prowadzę 1;0 , jak rozmowa to może jakieś jedzenie, kawa i tu trafiony znów, bo po całym dniu w transportach jest głodny ( właściwie to był głodny zawsze). Zdobywam jego przychylność i zaczynamy rozmawiać jak ludzie a nie jak wyjęty spod prawa i zaszczuty zbrodniarz- desperat. Zaczynam rozumieć o co mu chodziło z tą demonstracją siły. On też jest przestraszony nowym miejscem i nowym towarzystwem dlatego naturalną reakcją były arogancja i próba dominacji.
Minę miałem nietęgą ale robiłem dobre wrażenie i starałem się by nie wyczuł ze ulegnę. Wtedy plan proroka byłby strzałem w dziesiątkę a do tego nie dopuszczę. Muszę być czujny i reagować szybko bo nadchodzi czas szamki. Tego się obawiałem, koleś je jak zwierzę. Nie wytrzymałem i z kopa wywaliłem blat i wszystko co na nim. Był tak zszokowany moją reakcją że znieruchomiał. O co ci chodzi pyta a ja mówię że szamie jak prosię i jak mu się nie podoba to tam jest klapa niech bierze mandżur i się wybija, bo ja tu byłem pierwszy i ma się dostosować. Posprzątaliśmy razem i dałem mu jedzenie która miałem z wypiski. Jak się już najadł to spytał czy się go nie boję bo dla takiego jak on to dwa czy trzy zarzuty już nie robią różnicy. Zrozumiałem że czas na odkrycie kart i mój ruch bo chce rozmawiać.W jego oczach byłem kimś kto się nie musi bać.
Opowiedziałem mu wtedy historię mojego życia, skąd pochodzę, gdzie i co robiłem jako młody chłopak ( mieszkałem w dzielnicy o której on słyszał i sam mówił że strach tam iść chodnikiem
a co dopiero mieszkać). Powiedziałem mu że ja w przeciwieństwie do niego mam tam za murami bliskich których kocham i dla nich muszę żyć i nawet jak będę musiał to mam motywację by go unicestwić . Zaczynałem być dla niego kimś, dogadalismy się a teraz chciałem żeby zobaczył we mnie ziomka. Intelektualnie nie był upośledzony a wręcz przeciwnie tyle tylko ze przyjął taką formę obrony, najlepiej gdyby uznali go niepoczytalnym. Doszło do tego że rozwiązywał SUDOKU i ogrywał mnie w szachy.
Ale szczerze powiem ze od dnia w którym prorok i administrator aresztu zafundowali mi bycie z tym osobnikiem nie przespałem ani jednej nocy spokojnie, spałem w dzień, wtedy gdy wychodził na czynności. W końcu wiedziałem co zrobił i nie chciałem być kolejną ofiarą.
Cel był jeden, chcieli żebym błagał o rozmowę !!!
Nie prosiłem i nie rozmawiałem, byłem ponad te GADY. Nigdy nie dajcie się zmanipulować bo „ICH PYCHA TEŻ IDZIE ZARAZ PRZED UPADKIEM” !!!
Czerwiec 06 2010
Będziesz błagać o rozmowę !!!
Człowiek dostosuje się do każdych warunków, zadomowi w miejscu w którym adaptacja jest trudna lub wręcz niemożliwa. Dla tych co nie potrafią pozostaje habeta (sznur wykonany przez osadzonego) albo prucie żył. Kiedy Areszt Wydobywczy przestaje być czarną dziurą, zaczynamy
dostrzegać że tu też żyją tacy jak my. I że nawet słabsi i psychicznie i fizycznie dają radę. Dają rade bo tam po drugiej stronie muru jest świat który o nas nie zapomniał, bo tam są nasi bliscy którzy walczą o nas i nas kochają. Trzeba przetrwać. Tu życie okazuje się bardzo ciężkie ale poukładane : pobudka – apel – śniadanie – obiad – spacer – kolacja – apel i gaszenie światła. Jutro znów ten rytm, czasem przeplatany wyjazdem na czynności prokuratorskie itp. Rytm który odbiera osobowość, indywidualizm i ochotę do myślenia. Stajemy się elementem systemu . Moja psychika jest na krawędzi wytrzymałości ale powoli zaczynam wiedzieć jak się nazywam i kim jestem a właściwie byłem. Bo przecież byłem i jestem człowiekiem. Zaczynam dawać sobie rade, poznawać ludzi oraz ich problemy. Wtedy jest łatwiej gdyż okazuje się że ich historie życiowe to tez historie zwykłych ludzi. Z jednymi się solidaryzujemy i współczujemy a innych nie rozumiemy ale z zasady nie osądzamy ( nawet za popełnione zbrodnie). Na spacerniaku rozmowy z osadzonymi to norma a jak ktoś jest nowy to jeszcze muszą go rozkminić czy jest ziom.
Wezwania na czynności prokuratorskie lub wizyta papugi trochę urozmaicają szarą codzienność.
Ale tam tzn. u „proroka” już widzą że zaczynam się dostosowywać i szok pierwszych dni osadzenia już mija. Inaczej rozmawiam ( a właściwie coraz mniej mówię) bo dochodząc do siebie dochodzę też do wniosku że prorok to nie wybawca który może jednym podpisem wydobyć z czarnej dziury a zaciekły wróg. On ma jeden cel – usłyszeć potwierdzenie na to co sobie wyimaginował w proroczej głowie i zakończyć sprawę skierowaniem aktu oskarżenia do sądu .
Nieważne czy to prawda czy tylko półprawda lub w ogóle manipulacja. A jeśli dochodzi do niego że nic już nie usłyszy a co więcej niczego nie potwierdzimy i nie podpiszemy zaczyna
wymyślać formy nacisku na psychikę. Okazuje się że decyzjami i układami proroka i administratorów AW (wszak to koledzy od kieliszka i panienek) czarna dziura może być jeszcze czarniejsza i naprawdę nie do zniesienia. Nie ma zgody na widzenia najbliższych a jak jest to tylko przez pleksę , zabierają jedyną możliwość bycia z tymi którzy nas kochają i których my kochamy. Świat znów zaczyna wirować i zaczynam się zastanawiać nad sensem dalszego życia.
To wtedy właśnie możesz usłyszeć od funkcjonariusza że jak nie chcesz rozmawiać i niczego nie pamiętasz to że wkrótce będziesz błagać o rozmowę. Wracasz co celi i zaczyna się codzienny, monotonny harmonogram dnia.
Podobne posty:
- Do Ludzi Wolnych W konfrontacji...
- Paluszek Edyty G. Kryminalny poniedziałek. Sąd skazał faksymilową...
- Szef CBA Mariusz Kamiński miał rację !!! Nazwałem go kłamcą zeznając przed...
Czerwiec 04 2010
Wojny Klonów
Skoro można porównać ceny wybranego telewizora czy pralki w porównywarce internetowej, to można i kandydatów na urząd prezydenta. Serwisy informacyjne prześcigają się takich
zestawieniach, pytając szanownych pretendentów o ważne sprawy. Pytanie i dziesięciu odpowiada, następne pytanie i następne…I sprawdzamy czyje odpowiedzi pokrywają się z naszymi poglądami. Porównywarka. Tyle że Klony odpowiadają prawie tak samo. Niektórzy poczytali jak się zostaje prezydentem w USA i śmigają po Polsce, obściskując spocone z wrażenia, dłonie elektoratu. Walka trwa. Za kilka lat wejdziemy w erę projekcji holograficznych i jak w „Gwiezdnych Wojnach” pojawi się na środku pokoju świetlny wizerunek kandydata, który przedstawi swoją holo-wizję kosmicznej prezydentury. A na razie mamy Wojny Klonów. Dajcie nam multimedialną debatę w której kandydaci walczą – grają w jakąś dobrą grę na komputerze czy konsoli. Niech to będzie prosta ale efektowna strzelanka. Żadnych strategii ! Tylko pojedynki! Chcę zobaczyć ich emocje, drżące ręce i czerwone twarze. Chcę zobaczyć czy Olechowski w każdej sytuacji jest dżentelmenem, czy Korwin-Mikke opanuje nadruchliwość mimiczną twarzy, czy Komorowski zaklnie pod wąsem, czy Jurek nie pokaże gestu Kozakiewicza, czy Lepper trzaśnie pięścią w ekran monitora, czy Pawlak zaskoczy swoim ukrytym refleksem a Kaczyński nie naburmuszy się burcząc że to
wszystko spisek i układ. Show, to byłby mega-show. A zamiast tego mamy nudne spoty i jeszcze nudniejsze sondaże. Wszyscy grzeczni, prawi i sprawiedliwi… oprócz Korwina- Mikke. Bo ten zakombinował jak finansować kampanię przez swoja prywatną firmę, działając na granicy prawa. Ustawa o wyborze prezydenta zabrania bowiem prowadzenia kampanii wyborczej ze środków innych, niż te zgromadzone na koncie komitetu wyborczego. Kandydat nie może też przyjmować darowizn w postaci świadczonych za darmo usług. Kwestia interpretacji ? Piszę o tym bez złośliwości bo lubię i czytuję pana Janusza. I rozumiem że nie mając zaplecza w postaci dużej partii, musi szukać kasy. Ot demokracja. Niech przeciera szlaki. Chyba go nie zamkną. Chyba.
Podobne posty:
- Syty jak kot… … zbierałem cały dzień gratulacje....
- Apelacja i IV RP Wczoraj, pierwsza w moim życiu...
- Dura lex sed lex Musiałem ochłonąć kilka godzin żeby...





























